Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/374

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


posrebrzaną ramkę drewnianą) i położę się plecami do góry, to spostrzegę na biurku Cyra, a gdy się odwrócę, to na kredensie zobaczę go też — — Zamknę oczy — poczuję Ciebie przy mnie i we mnie — o Cyr!
I w takim to skupieniu leżeć będę, aż przypomnę sobie skokiem, tygrysio, że jeszcze tylko kilka godzin — —
— potem na sekundę z wielkiego wzruszenia pociemnieje mi w oczach, a gdy to przejdzie, to jasność mnie otoczy — zerwę się, umyję, ubiorę — do lustra — do lustra nie popatrzę — nigdy nie lubiałam siebie, a co dopiero dziś; — ale popatrzę do lustra i zobaczę się oczyma Cyra, uśmiechnę się, zabłyszczą zęby, przymrużą się oczy, włożę, włożę, włożę — palto? kostium? narzutkę? ładną chustkę9 mam takie opanki bronzowe, lisa? — a jaki kapelusz? — jej! — przejdę przez próg ostatni raz sama — — Cyr! — — do tramwaju i na dworzec (: panie konduktorze, proszę, kiedy, za ile minut nadejdzie pociąg z... dziękuję!) — staję, przechadzam się, stoję — może jednak zapalić papierosa? — ten pociąg lubi się spóźniać — — wtem ruch, wrzawa, — wstrząs — staję przy rampce — wychodzą — wychodzą — wychodzą — — oczy moje tańczą, oczy moje zataczają się — o! o! — jesteś — Cyr — — o Cyr!

dzień odpoczynku
I przeszła sobota i mamy już niedzielę (— poniedziałek — wtorek — środa; środa!!! — za tydzień? czy za dwa? — więc kiedy?) i jest po nocy