Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/178

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wanie samca z samicą — — rozdzielona przed lat milionami płeć łączy się z sobą androginicznym szałem, przelewa w siebie, obejmuje ciasno — aby już tak na wieki, razem, jedno —
— kładźcie się wszystkie rozpalone, żądne, chutne — jedna po drugiej — jedna po drugiej — wszystkie dziewięć —
Tak przemawiał Cyprjan — gwałtownie; żądze zamąciły jego rozsądek; myśli jego i pragnienia jakkolwiek nierozumne były przecież silne i mądre, mądre bowiem są myśli zrodzone w jądrach i we wznosie fallosa.
Lecz one wszystkie — te muzy — i każda z nich z osobna drwiły i naigrawały się z niego; czyniły to w sposób niezwykle przykry, szorstki i antypatyczny — wedle swych indywidualnych właściwości, usposobień i charakterów. To była istna zmowa wulw — a ta jest zawsze nieprzychylna i wroga; pojedynczo są niewolnicze w sumie władcze.
Chytre i złośliwe — te muzy — obrały porę, z oczywistą premedytacją, najniestosowniejszą na nieznośne naigrawania i kozie gzy.
Napadły Cyprjana te muzy — tuż przed zaśnięciem, gdy to nerwy nareszcie odprężają się i nagłym wstrząsem dają znać, sygnalizują, że zbliża się chwila odjazdu w niekontrolowane misz-masz obrazów, odpadków, wizji i bezsensu.
To zapadanie się z wysoka gwałtowne i nieuchronne budzi Cyprjana na krótko, na sekundę — świadomość znużona natychmiast odbija od tej niedogodności.
Na ten okruch nikły czasu czekają właśnie mu-