Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/056

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ręka lewa, niewygodnie podgięta leży pod poduszką na listach — palce widzą: ten szorstki to od Pawła, ten w dużej kopercie od Mariana, ten podłużny to on, od Mili, czwarty od Maury — więc ten najpierw — ten podłużny — — od Mili list —
Inżynier znów postękuje; znów te bóle —
— mówiłem panu, panie inżynierze, że ten system diety Laubego i alukol to pewniejsza kuracja; niech pan swojemu lekarzowi powie, że pan to chce — on się upiera przy swoim, a bóle jak pan miał, tak pan ma —
— za dużo chodziłem po kurytarzu i stąd te bóle— — niema to jak temu, jak mu tam, Nering, wagaruje diasek całymi dniami. —
Gdzieś się zapodział scyzoryk, więc delikatnie paznokciami — trzeba oderwać wąski sznurek papieru od góry koperty — i nie wyrzucać tego, lecz do koperty z powrotem; kolekcjomania! — niechże będzie; — — naścibione jak zawsze, urodzona miniaturzystka —:

Jest rozpaczliwie smutno i źle (podkreślone). Powody i psychicznej i fizycznej — tak bardzo fizycznej natury! (podkreślone).
Przekleństwo jakieś wlecze się za mną... (podkreślone).
Czyje?
Chyba tej kobiety, która uważa się za skrzywdzoną przezemnie. A czy w rzeczywistości jest ona przezemnie skrzywdzoną?
An mnie kocha. Ja kocham Ana.