Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/047

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


czy państwu smakowało? i ucieszona tym, że tak, wyszła do kuchni, skwapliwie ją i jej jadłodajnię oplotkowano; zdrowe jedzenie, kuchnia domowa, nie można powiedzieć, ale mało stanowczo, porcje takie do niczego, w Petersburgu, ech! — tam się jadało, tanio i dużo; gdzie te czasy, bardzo się wszystko zmieniło, ale to wróci! — Gdy weszła zarządzająca, miła panna Hanka z czarną kawą, rozmowa zmieniła bieg. Pan Marian Alojzy pozezował skośnie na zgrabną figurę panny Hanki i zatrzymał się dłużej na dziewczyńskich wypukłościach; to mu widać coś przypomniało, bo rzekł, że pilne dzisiaj posiedzenie, sam minister ma być, kto wie kiedy się to skończy, bo Polacy lubią gadać, taka już ich wada narodowa; zauważenie to podkreślił uśmiechem przyczym zatoczywszy oczami łuk po kształtach panny Hanki przeniósł je na branzoletkę, w której, jak się okazało, było wprawione małe lusterko. A potem poprzez zapach kawy czarnej słyszał Cyprjan już tylko „Rosja“, „kośtjum“, „pensja“ — i patrzył urzeczony na skład warg pani — — momentalnie kreował „swoje“ imiona — — więc: pani Ruski; mówiła lewą połową ust, prawa była nieruchoma; a że wargi zawsze identyfikował z „narządem płciowym“, pomyślał: „tam też musi mieć jakiś sakramencko uroczy mankament“; pomyślał tak i rzekł:
— państwo już dawno w Warszawie? —
— z Rosji wyjechawszy pół roku bezmała, tak my w stolicy cztery miesiące z okładem —
Cudnie mówisz Rusko; i wszystko ma głęboki sens; oczywiście inny niż przypuszczasz ty i ten twój