Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/027

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Filatelista! Podróżnik! — Czerstwy, ślicznie siwiuteńki, na biało, całkiem na biało; broda rozdzielona środkiem, elegancka, czule pielęgnowana. Jedno tylko: wieczna chrypa (umarł potem na to) i częste czeraki na karku, co utrudniało mu jakikolwiek zwrot głową — syczał wtedy — sss, aaa, psiakrew —. Architekt z zawodu; budował dużo — stoi taki kamienny bankbarbarak w Warszawie z przycupłymi u góry orłami; ubranie nieco zaniedbane; gustownie zaniedbane; ale krawat! —: wspaniały motyl; — ale kapelusz! —: czarny, miękki, szerokorondny, borsalino! prawdziwy borsalino! — Gdy tak kiedyś razem z onymże Wypiszczykiem (też borsalinowcem; ale to już była krajowa imitacja) wyjechali na ważną inspekcję ministerialną po Polsce — radość była patrzyć na tych dwóch szeroko i czarnorondnych urzędników; wysokich urzędników: — wtedy to Leon Chrzan zakreślał w każdej gazecie czerwoną obwódką fotografie tych dwu panów z napisem: „wiceminister s. i k. wraz z sekretarzem na inspekcji w Kutnie, Łucku, Suwałkach, Tarnopolu“. Raz w zbytniej gorliwości, i że mu się tak już w oczach ćmiło, zakreślił fotografię dwóch cowboyów, którzy przybyli do Polski na gościnne występy; prawdziwi cowboye aż z Tarnobrzega. Pomyłka była niemiła, lecz skończyła się szczęśliwie bez dyplomatycznych interwencji.
Pan wiceminister miał kupę dzieci — dziewięć może? — coś koło tego; „zaopatrywał się“, znaczy: kupował wiktuały we współdzielni ministerialnej; jak już wiemy była taka kooperatywa, sklepik znajdował się obok w. c, właściwie to nawet dawniej za czasów kawiarni było to w. c. dla pań; mi-