Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/359

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


tak zwanej „głębi“, czyli do samego spodu. Murzyniątko jest wielkie, wspaniały poeta! ach! ach! ach!
Wisia tych poezji — z powodu zachwytów achowych? zapewne! — nienawidziła; nie były dla niej obojętne — były jej wstrętne, ohydne, idiotyczne — zboczone.
Raz gdy odczytywał pani Kle, wciśniętej moc no plecami w oparcie kanapy, wczorajszy rękopis — słuchała z założonymi nogami, ręce w tył wyciągnięte odpychały ją niejako — — czytał — — stanęła Wisia w drzwiach i powiedziała jąkając się i powtarzając słowa — co oznaczało u niej stan silnego wzburzenia
— wsty — wstydzę się za ciebie — i tych twoich bredni, wstydzę się — wstydzę! — poezje!— których nikt nie rozumie —
Pani Kle zemdlała momentalnie — właściwie tak się jakoś wessała w siebie, że na kanapie dojrzeć można i było zaledwie suknię i jej szal, na którym siedział kot z podwiniętymi jak baranek nóżkami; widać był tu już poprzednio, choć go nikt nie zauważył.
Cyprjanowi krew uderzyła do głowy, krzyknął:
— Wiśka —
A Wiśka jeszcze bardziej przybladła, ciemne plamy wystąpiły wyraźniej na policzkach, czole i szyi, oczy stały się wypukłe i wypolerowane:
— nie krzycz! — dość mam ciebie i poezji i wszystkiego dość mam — i tego waszego romansu —