Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/352

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


snu — potem to tłuczenie się tyle godzin — a i ta noc z paru godzinami kiepskiego snu — przytem niecierpliwiące i dokuczne poboliwanie w okolicy wątroby i żołądka — nie, źle jest; obrzydliwe życie!
Ucałował żonę na dzień dobry; wydała mu się bardzo brzydka; prawie odpychająca; przemógł się i powiedział kilka czułości; — ona też wylazła z łóżka; przeczesać się; właściwie czekała niecierpliwie, aż wyjdzie; siusiać się jej chciało; ona mówiła na to „pipi“ — różnie na to mówią; to idzie rodzinami.
Zaraz po wyjściu Cyprjana poszukała naczynia w nocnym stoliku; zadrżały blade wargi i twarz się boleśnie skurczyła; piekło nieznośnie.
Z ulgą i z tym: spać, teraz spać, nic tylko spać położyła się do łóżka; — po odsłonięciu kołdry zobaczyła na prześcieradle dużą plamę koloru brudno-różowego i kilka mniejszych krochmalnie szarych. — Już nie jestem panną — pomyślała i natychmiast zasnęła twardo.
Tymczasem Cyprjan stał przed frontem plutonu i zbierał burę od sierżanta Kowalika, że co jest! oferma nie wie, że się do raportu zgłosić trzeba było wczoraj? — a gdzie jest karabin, ferfluchtes kacendrek, tu gewergryfy, bo już marszkompanię szykują — abtreten! — to ci jest oferma, sakra, cholera, psiakrew i t. d.
Potoczyły się dni chytre, kluczące — pomiędzy marotcymrą, więzieniem, raportami, łapówkami, odkomenderowaniami to do szarżenszule, to do un» teroficierszule, to znów spowrotem do kadry — perypetie, podstępy, łapówki. Znów szpital, znów