Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/309

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


już tylko purpurowym reflektorem, rzucającym odblask pożogi we wszechświat — — jedna część pożarem objętego ciała jest akumulatorem archaicznym anamnez astronomicznych, genezyjskich, trwożących wieczną pamięcią kataklizmów, i gatunkowych od pierwotniaków po przez plezjozaury, ichthyozaury, archeopteriksy, pterodaktyle ku pitekantropowi — druga przywołuje przyszłość, w której istnieje, przygotowany najwyższym wysiłkiem kilku mózgów, człowiek podniesiony wiedzą etyczną ku wspólnemu, wyzwalającemu najgłębsze wartości, takie, jakich nic przeczuwamy jeszcze, dobru i tylko dobru.
— widzi pan, pan się, panie Tadeuszu, mątwa w doraźnościach, pan jest pisz-maluj materiałem na polityka, a w polityce na komisarza spraw wszelkich, normujących na podłożu doktryny współżycie człowieka z człowiekiem; — pan jednak stawia poza walką i wyzwoleniem mas chłopsko-robotniczych na autorytet, na wielkość — prawda — ? — dla mnie każda wielkość jest konkurencją myślową, budzi czujność, napięcie, chęć dorównania i przewyższenia —
— pan jest jednak pomimo swej społecznej postawy indywidualistą; — co zaś tyczy się doktryny —
— pardon, stwierdzam natychmiast pożytek i taktyczną konieczność doktryny, również stwierdzić chcę, abyśmy się w rozmowie nie gubili, że w stosunku do siebie, że po prostu żądam od siebie dyscypliny i jestem wobec obranych zasad społecznych i ich wyznawców karnie zdyscyplinowany! to trzeba wiedzieć — zaś to co przed chwilą mówiłem ma ob-