Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/307

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Tak go przecież znała; rozumiała ruch każdy, skrzywienie się, spojrzenie, zmarszczenie. — Wczoraj gdy się żegnali przed szpitalem, pogłaskał ją po wierzchu prawej dłoni. Dla niej ten małoważny, przelotny gest był bardzo wymowny.
— wszystko dobrze —
— no już —
— zmęczyło cię — ? —
— nie to mnie zmęczyło — we mnie jest ciągłe zmęczenie —
Ujął jej rękę i długo trzymał w swojej.
Czułość serdeczna jaką w tej chwili miał dla niej, nie stała na zawadzie równie czułej myśli o Mili, która w skupieniu miłosnym, jak poczwarka okokoniona tęsknotą czekała; po prostu: czekała!
Czuł pod palcami puls krwi u przegubu ręki Wisi; sposobem lekarskim wyszukał go dokładnie, nacisnął — — bił rytmicznie; palce słyszały czerwień stukającą o ściany żył —: Mau-ra, Mau-ra, Mau-ra — — — Były razem!!
Wspominał czasy wiedeńskie; ten bukiet!! — uśmiechali się.
Gdy odeszła zamilkł i znieobecniał.
Dysgust i zniechęcenie; — i wogóle wspominanie wszelkie! — Zasadniczo żył tylko wyobrażeniem przyszłości — teraźniejszość była dlań zawsze mijaniem — a ta przyszłość to teraźniejszość, która jeszcze nie minęła — — przeszłość natomiast była dlań bez znaczenia — czymś — melancholią, posępnością, światłem próchna — — a jednak był nią przepełniony; pamięć szczegółów, zdarzeń, wypadków, sytuacji, emocji, osób — ta olbrzymia skład-