Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/275

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


napiętych — — a nad nimi tamte żołnierskie, męskie — . — Nozdrza ruchliwe czują tę ostrą, zwartą woń.
Teraz orkiestra w wspaniałym, dekoracyjnym ordynku — czerwono — złote pelerynki na ramionach — trąby i kotły, czynele i dzwonki.
Krótka komenda — znak — : galop!
Rozchylają się małe, wydęte, purpurowe wargi — wybłyskuje wśród nich wąski pas lśniących zębów.
Galop — galop — galop — ! —
Z soczystych mokrych warg arcyksiężny Gonzagi pada w szeregi gardlany szept — w rytm kopyt, galopu — : ją-dra — ją-dra — ją-dra — — — Móc je wyrwać, z żywego ciała wyrwać — koniom i ludziom — usypać krwawą, dymiącą na tym chłodzie, piramidę — zedrzeć ze siebie wszystko i nago wytarzać się w ich ciepłej krągłości i odurzającym czadzie! — — Galop! — ją-dra — ją-dra — ją-dra — —
Konnica przedefilowała.
Równym twardym krokiem wkracza znów piechota.
Arcyksiężna wraz z świtą zawraca szybko; udzerza konia w kłąb, spina ostrogi; odjeżdża.
Tłum uliczny klaszcze; krzyczy: hoch! — suje za nią jak grochem o płytę blaszaną wielokrotnym hurra! hurra! hurra!
Teraz idą skazańcy: piechota. — Cóż tam, wiadomo, ten pułk gwardii konnej nie pójdzie na front — on tylko tak — dla animuszu, dla splendoru, dla podniesienia ducha w narodzie, dla upewnienia, że...