Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/204

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Mówił „kocham“, wierzył, że kochał, kochał istotnie.
Dla niej to było całkiem inaczej — i tak, że porozumienie wszelkie było niemożliwe.
I w tym niezręcznym i nic nie mówiącym „na zawsze“ był też prawdziwy; był pełnią swoją w tym aktualnie żywym etapie. — A jeśli te etapy były jedyną, dającą się stwierdzić, palingenezą, czy metam' psychozą w jednym żywocie — inne nie wchodzą w rachubę — to do końca etapu było prawdą istotną i to „kocham“ i to „bardzo“ i to „na zawsze“; zmieniał się, upadał, wznosił; był zmiennością, bo» wiem był życiem; jednością była kobieta; kobiecość; to nie treść lecz tylko kształt ulegał zmianie: nieistotnej zresztą; wystarczającej natomiast do zhormonizowania aparatu mózgowego; do użyźnienia go pod nową bujność, nowy plon. — Na język obyczajowości przeniesione — w pewnym położeniu geograficznym oczywiście — znaczy to (ktoś z was zapytał się o to w tej chwili): dobre małżeństwo, więc suma pociągu seksualnego, plus dogodności psychiczne, plus narastający latami splot interesów wspób nych, plus zamknięcie elipsoidalne (—dwa ogniska—) współistnieniem dzieci — jest nierozerwalne! — jest też minimalnie narażone na chwijowe odstępstwa; z równym tu prawem dla obojga. — Myśli Cyprjan: — dobre małżeństwo! — tu jest cała rzeczy tych podszewka! — o ile nota bene zasób energii hormonizacyjnej jednostki płciowej nie jest ograniczony, nic jest ilością stałą, wyczerpującą się jak akumulator.
Były też dnia tego o podwieczornej porze długie rozmowy z lekarzami — znów: o straszliwych