Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/197

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


tymetrze sześciennym jest ich sześćdziesiąt milionów? — skazane na zagładę — — czy słowo „śmierć“ ma tu jakieś znaczenie? — istniejące jedną połową możliwości rozwojowych — w tej jednoznaczności płciowej aż złowrogie —— dno tajemnicy! — emanacja pożądania, żądza sama, — poza organizmem, który je wydał, walka o jedyny byt, o jedyny sens bytu: istnienie, życie, świadomość! — poza organizmem, który jest tu jakąś mizerną, niesamowolną katapultą, własna żądza, własny pociąg, erotyzm własny; — tu, tu dopiero rozgrywa się obłędny, szalony dramat seksualizmu — trzon jego potęgi; — prawa tu jedne dla konstelacji drogi mlecznej, która na tej krągłej przestrzeni powtarza wszechświat w nieskończoność złowrogą, dziejącą się w nas i poza nami, samowolną, konieczną —
Zazębiają się o ten mechanizm myśli, słowo z zewnątrz rzucane jak paliwo w pryskające ognisko, do białości rozżarzone:
— a z tymi nowymi poglądami na ewolucję, coś my to o tym niedawno mówili (— Oborski stoi na krańcach widnokręgu, jest właściwie cieniem, samym cieniem, głos jego jest szmerem przesypującego się piasku —) to jest w krótkości następująco: po Darwinie był de Vrics, który znalazł powstawanie nowych odmian u roślin jak gdyby nagłe, skokowe —
Dogasa myśl Cyprjana:
— która na tej krągłej przestrzeni powtarza wszechświat w nieskończoność złowrogą, dziejącą się w nas i poza nami, samowolną, konieczną — —
Przerażające!