Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/181

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


A Sewerka burczy (choć wcale nie gniewna):
— pocóz ześ przysed —
— bo cie mom rod — legnę se —
— to se legnij —
Wgramolił się w ubraniu i w butach do łóżka.
Całują się; cicho; ale słychać.
— Sewerciu, mojaś ty słodziutko — dała byś mi —
— dziś, brołbyś — po weselu se weźnies —
— a dy się za miesionc pobieremy —
— no to nie długo bedzies cekoł —
— Sewerka, nie być tako twardo — dejze troske tyj swoji cipecki —
— żebyś mie potem puścił jak tamten Maryśke —
— jo cie nie opusce, boże zachowoj —

Certolili się tak z godzinę — łatwo rozgrzewającej Marysi dojęły te igry sąsiedzkie do żywego — cały czas trzymała cyprjanowego w garści.
Po długich, pełnych namów i zaklęć perswazjach zorientował się Franek, że nic u Sewerki nie wskóra i że się dziś nie doczeka rozsądnego rezultatu — tedy zeźlił się, zaklął i głośnym pierdnięciem otrąbił odwrót.
— o ty świnio świńsko — zaśmiała się Sewerka; podźze poć kies taki uparty —
Rozebrał się Franek i rozbuł prędko; — poczęło się bośkanie serdeczne i ogniste ugniaty — w pewnej chwili Sewerka kwiknęła mocno —
— juz jom dopod ka trzeba — zaszeptała Marysia i zadyszała pokuśnie —