Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/047

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


to pewne: żeby z wszystkiej obopólnej uczynności było obojga osobiste wzwyżenie, a przez to zacny wkład w pożytek ogólny; — i to jest właśnie to: dynamiczne właściwości płci; właściwości i wartości; — ale jak o tem powiedzieć ko-bie-cie! — nieporozumienie, niesmak, poczucie krzywdy; najstraszliwsze właśnie: krzywda! — no i jeszcze pospoliciej, już najpospoliciej nazwiesz to — ty i ty i ty —: zdradą, oszukaństwem!, że niby brutal, tyran, łajdak, dziewkarz! — — Dziś mi to łagodnieje — oczywiście przez ten czarowny element odkrywania nowej ziemi — — bo jest kobieta ziemią, zjawiskiem przyrodniczem — więc? — nie chcę być plantatorem! wcale! fe! — chcę być ustawicznie odkrywcą nowizn, rozsiewać nasienie i myśli; (ananmetycznie: ropsowskie: satan jetant à la terre la pature qu‘elle attend); samemu się tem upajać — o, właśnie: upojenie! — hormonizować mózg! — „dusza rośnie na ciałach kobiet“ tak to już określiłem wtedy, gdy jeszcze używałem słowa „dusza“; pewnik: świadomość rośnie z czynnego seksualizmu!
W samem przyrzeczeniu ileż fluidu energetycznego!
Czwarty z rzędu list od Maury! — znam (!) ją zaledwie z fotografii; nieładna; nigdy mi się nie podobają kobiety, które kocham; mógłbym powiedzieć, że kocham je za niedomiar, za to czego im brakuje: urody, wiedzy, zdrowia; zauważone braki podniecają, upiększam je wyobraźnią, kształcę, leczę. Chętnie wyszukuję usterki — fizyczne podniecają mnie płciowo, psychiczne też.