Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/033

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


zmysł — w tym jednym odnaleziony! — węch po obu stronach, u obojga partnerów, i — powiedzmy sobie: dość nieomylny! — Ona wie zawsze, kiedy przyjść, nigdy mylnie, zawsze w porę, zawsze w sam raz; jej płciowa antena zawsze pochwyci odpowiednią falę; — porozumienie płci odbywa się przed poznaniem — przed osobistym zetknięciem. —
Skrzypnęło łóżko; sąsiad, współlokator w tej trójosobowej seperatce szpitalnej, stęknął i odwrócił się ku ścianie; podciągnął, niezgrabnie i ociężale, opadającą na podłogę kołdrę; odsłonił blady, nieporadny zadek.
W seperatce dość jasno; przez szklane drzwi sączy się światło lampki nocnej; szyby matowe; światło rozprószone. Po kurytarzu człapią kroki dyżurnej siostry; z ogólnej sali materializują się przepuszczone przez cienką ścianę jęki chorych i konających.
— wczoraj mówili, przypomniał sobie, że on się wyratuje, ale ona — aus (powiedzieli) (i dodali) szlus; — samobójstwo wspólne na smętarzu; z miłości; weronal; po pięć tabletek; — prześladuje mnie ten weronal; — bo wtedy mój przyjaciel, fajny był poeta, też ten weronal; ubrał się przedtem, na czarno i rękawiczki czarne kupił; savoir vivre; i tak z rączkami na piersi; żeby kłopotu nie robić; — teraz mówią, że ten tu nieznajomy przetrzyma; on; ona nie; ale jak to potem przetrzyma? — bo to niby już tak zdecydować się — razem — przyszli, wybrali sobie grób z pomnikiem (poczucie konfortu) taka tam poduszka kamienna była — przylegli — objęli się — a już ten weronal w sobie mieli; całowali się, pewnie jeszcze popieścić się chcieli, ostatni raz, ale ta sen-