Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/030

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— co się to człowiekowi nie naśni — myśli jeszcze leniwie, bo półsennie; zbudził go niepokojący ból; z prawej strony. Wyciągnął rękę po kubek z mlekiem; wypił kilka łyków; zelżało; przytomnieje.
— musiałem źle leżeć, bo skądżeby już teraz te bóle. — Przymyka powieki chce odtworzyć zawiły i rojny sen.
— przed zaśnięciem myślałem o Grecji — a potem...
Widzenia senne uleciały wraz z uciekającą nocą; zostało po nich tylko nastawienie, kierunek biegu myślowego. Wytrzeźwiał zupełnie. Zapalił papierosa i zapatrzył się w sufit bardzo w tym półmroku wysoki. — Zbiegły się ku temu wzrokowi nieruchomemu, jak kwiczoły ku bezwietrznemu zagajnikowi głogowemu — zbiegły się zewsząd myśli nakarmione dostatecznie widzeniem sennym.
— to jednak jest nierozdzielne — nie, nie tyle nierozdzielne (same: nie!) — ale wogóle! — Ech! takie uogólnienia (teraz znowu te „ogól" — jak ja myślę!) — — Trzeba by to tak ująć: kobieta (lub: kobiecość!) — na każdym etapie rozwoju inna — choć w zasadzie ta sama jako emocjonalność, jako hormonizowanie mózgu, który — nią właśnie zasilany — przy tej produkuje sprawność asocjacyjną, przy tamtej wzmożoną wrażliwość na barwy, na dźwięki, przy owej mistycyzm, przy innej instynkt społeczny, agresywność, rewolucyjność; — albo też inaczej: w momencie zbliżania się nowego rozwoju świadomości przychodzi — zawsze! — ta pożywka: seksualizm, nowa — żebym już inaczej tego nie nazwał — kobieta; — to jest węch! — zatracony i przytępiony