Strona:Zarys dziejów miasta Tczewa.djvu/39

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Szczególną uwagę zwracał wilkierz na jakość budujących się domów. Mieszczanie, straciwszy przez pożar cały dobytek, chcieli się od podobnego nieszczęścia na przyszłość uchronić. Kominy musiały być murowane i wystawać dwa łokcie ponad dachem. Przy domkach piętrowych musiał być parter murowany, dachy wszystkie kryte dachówką, paloną w cegielni miejskiej. By to ułatwić, magistrat zobowiązał się nie sprzedawać cegły i dachówek poza miasto, dopóki nie było pokryte zapotrzebowanie miejskie. Cegielnia ta położona za bramą Księżą na górze, w drugiej połowie 18-go wieku przestała pracować, a na karcie z r. 1776 oznaczona jest jako była cegielnia. Żadna nieruchomość miejska nie mogła przejść w obce ręce bez zezwolenia magistratu, a o ile nastąpiła zgoda władzy miejskiej, musiał nowonabywca w ciągu roku sam w domu zamieszkać lub nieruchomość sprzedać. W razie wybuchu pożaru wszyscy obywatele zobowiązani byli stawić się do gaszenia. W tym celu w każdym domu wisiały dwa skórzane wiadra oraz jedna ręczna sikawka.

Zamiatać ulice przed domem było powinnością właściciela domu. Każdy zamiatał do środkowego kamienia jak po dziś dzień. Ulice wszakże miały zupełnie inny wygląd. Niezawsze pokryte dzikiemi kamieniami, bo ulice brukowane były w średniowieczu rzadkością w tak małem miasteczku jak Tczew. A jednak istniały już w wieku 15-tym. Gdy mianowicie w roku 1454 wybuchła wojna między związkiem miast a zakonem, miasto Tczew, leżące tuż nad granicą, pierwszych doznało przygód wojennych. Krzyżacy, zbliżywszy się statkiem pod mury miasta, zaczęli kulami kamiennemi, wyrzucanemi z małych moździerzy straszyć mieszkańców. Kilka takich kul padło na bruk — auf die Steinbruecke — pod klasztor Dominikanów i na podwórze miejskie. Tczewianie w strachu proszą Gdańszczan o nadesłanie kilku strzelb, by niemiłych gości odstraszyć. [1] Czy Gdańszczanie strzelby przysłali, nie wiadomo, zresztą ludzie zakonu rychło zaprzestali kosztownej zabawki, gdyż każda kula kamienna musiała być ociosana, a pozatem istniała możliwość, że te same kule mogły do nich wrócić jako nieproszeni goście i ewentualnie statek zatopić. Dla nas ważną jest dziś wzmianka, że kule padały na bruk, na ulice wyłożone kamieniami. Były to ulice, na których odbywał się największy ruch jak dzisiejsza ulica Mickiewicza, ul. Dworcowa na przestrzeni od rynku do kościoła, idąca do młyna oraz do stodół znajdujących się przed bramą. A nawet część ulicy na przedmieściu przed bramą Księżą, była za czasów największego rozwoju miasta brukowana. Potwierdza to jeszcze

  1. Listy. Um unsere Feinde vermittelst Gottes und eurer Hilfe von unsere Stadt zu weisen, wenn sie uns gross Gedrang tun mit ihrem Schiffe, sodass die Steine kommen in der Stadt auf die Steinbruecke geflogen und etliche an das Kloster und die Hoefe von der Stadt.