Strona:Z teki Chochlika (Piosnki i żarty).djvu/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Zczarowana onym głosem
Z smętną gwiazdą ponad włosem,
Z twarzą perły łez zroszoną
Skrucha nam wstępuje w łono;
Dzikie żądze w piersiach gasną,
W duchu robi się tak jasno,
Tak poważnie, tak poczciwie
Tak rozsądnie, tak cnotliwie; —
Zbrojny w zacne przedsięwzięcia
— Anioł zmartwychwstał z bydlęcia!

O nie drwij cie! — Nigdym w życiu
Nie czuł tak jak po upiciu,
Kędy leży cel żywota?
Gdzie jest fałsz? a gdzie jest cnota?
O nie drwijcie! skruchę ową
Jam ukochał sercem, głową;
Za nią tęsknię bez ustanku,
I jej tylko szukam w dzbanku,
U waszego siadłszy stoła;
— Ja wskrzeszam w sobie anioła!