Strona:Z niwy śląskiej.djvu/70

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ale się miała zmienić rzeczy postać:
Zbyt słabem jeszcze było moje serce,
Ażeby w ciągłej, zapaśnej szermierce
Ojców swych wierze wiernem mogło zostać!
Nie miałem jeszcze tyle hartu duszy,
Aby nie zachwiać niczem woli swojej,
Ani też stałem w owej ducha zbroi,
Co moc przeciwną rozbija i kruszy!

Za słabem było jeszcze moje serce,
Ażeby ciągłej oprzeć się napaści
Ciągłych gadanin i wrzasku i gwaru,
Ślepych wyszydzań, drwin i naśmiewania
Z mojej miłości, z mojego kochania
Ziemi rodzinnej! — Mówili szyderce:
«Polskiego ludu na Śląsku już niema,
A jeśli żyje - nad brzegiem przepaści
Stoi, a jego już nikt nie powstrzyma
Upadku, bowiem skazan na wymarcie,
I wkrótce będzie on na dziejów karcie
Wymazan; a zaś zapaleńców paru,
Coby to chcieli z jakąś głupią wiarą
I jeszcze z głupszą pracy swej ofiarą
W wymarzonego szale poświęcenia
Powstrzymać chwilę tego zaginienia,
Przepadną marnie — toż próżna ich praca!
Bo przeznaczenie, co ludy wywraca,
Co je w dół spycha z nieprzepartą siłą,
Już się nad ziemią ową wypełniło!