Strona:Wybór poezyj- z dołączeniem kilku pism prozą oraz listów.djvu/410

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Niémasz tam nic śmiesznego: to pisarz pogański!“
„Więc wacpan racz dla śmiechu kupić sejm szatański“.
„To pewnie po radomskiéj co nastąpił radzie?“
„Ej, nie; tu w czarnéj siedząc Lucyper gromadzie,
Słucha biesów, aby mu rachunek oddali:
Wiele ludzi po świecie pooszukiwali,
Wiele niewierny patron spraw wygra niesłusznych,
Wiele ktoś nawyłudza złotówek zadusznych;
Wiele łez pan wyciśnie z poddanych okrutny,
Wiele biesów naliczy szuler bałamutny;
Wiele plotek po mniszkach, próżności po damach,
Obietnicy u panów, a łgarstwa po kramach“.
„To coś bardzo strasznego...“ „Owóż arcyśliczna
Książka, co tytuł przyjaźń ma patryotyczna“.
„Musi to być szalbierstwo; teraz patryotą
Ten tylko, co do siebie zewsząd garnie złoto.
Miłość dobra ojczyzny w księgach tylko stoi;
Każdy się w sobie kocha i o siebie boi,
Żeby mu kordon jakiéj nie zagarnął wioski,
Waląc wreszcie na króla i winy i troski“.
„Są wiersze“. „To błazeństwo!“ „Są téż polskie dzieje“.
„Bodajbyście wisieli na haku, złodzieje!
Żeście, w wieczne swój naród podając pośmiechy,
Powyrzucali z kronik i Wendy i Lechy“.
„A o gospodarstwie téż będzie wziąć co wola?“
„I bez książek pszenicę rodzi moja rola“.
„To o rządzie Europy“. „A mnie bies co po tem,
Jakim się cudze sprawy wiją kołowrotem!
Ja wiem, że u nas sejmik będzie na Gromnicę,
A jarmark na Łucyą, świętą męczennicę.
Nie baj, miły staruszku; trzeba dla méj pani
Dryakwi, co od złotéj noszą Węgrzy Bani.
Dwa razy tylko była mi w Warszawie, alić
Nie może biedna spazmów od siebie oddalić“.
„Takie rzeczy w aptekach“. „Więc przecie, mój bracie,
Drukowane jéj w sklepie opisanie macie“.
„Cóż więcej?“ „Kalendarza“. „A jakiego?“ „Coby
Uczył, czy będą u nas i jakie choroby
W tym roku; jeśli pokój, czy będziem miéć wojnę,
Czy głód, czy urodzaje obaczymy hojne?“
„Jest mały kalendarzyk“. „Ten... to zdrajca, który
Poodzierał szlacheckie nazwiska ze skóry,