Strona:Wybór poezyj- z dołączeniem kilku pism prozą oraz listów.djvu/343

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


To mówiąc, na piszczałkę rzucał oczy smutne,
Żale sobie na pamięć przywodząc okrutne,
I coraz ulubiony całował organek,
Co go sam z siedmiu spoił nierównych kolanek.
Jednak żeby się myśli srogi żal nie szerzył,
Nalawszy sporą czaszę, duszkiem ją wymierzył.
Śpiewał potym Kupido dzieła swego męstwa
I w różnych odniesione przygodach zwycięstwa:
Jako mocą swych grotów najtęższe upory
Łagodził, i w małżeńskie serca wprzągał sfory.
Śliczna brunetko moja, mój ty ogniu żywy!
O jak będę naówczas pastuszek szczęśliwy,
Kiedy miłości bożek w rejestr swéj zdobyczy
Umysł twój uporczywy i serce policzy.
1770, I, 190 — 202.




VII. Pacierz staruszka.
(Z Gessnera).




Gończe złotego słońca, różana jutrzenko!
Jużeś to w chatki mojéj zajrzała okienko?
O jak ślicznie z twéj twarzy promień bije czysty
Przez te młode gałązki leszczyny krzewistéj!
I ty, coś tu pod belką zlepiła gniazdeczko,
Nucąc sobie, świat biały witasz, jaskółeczko!
Już i ranny skowronek wdzięczny głos wydaje,
Wzbiwszy się lekkim skrzydłem na powietrzne kraje.
Wszytko ze snu głuchego przyrodzenie wstawa;
Zwilżona chłodną rosą podniosła się trawa.
Każdy się kwiat rozwija i kształt bierze żywy.
I mnie się zdaje, że mój włos odmłodniał siwy.
Kiju mój! ty starości méj wierna podporo,
Prowadź mię; już bez ciebie w tym wieku niesporo.
Za tym sobie ogródkiem na wschód słońca siędę
I łąkom się zielonym przypatrować będę.
Lasy, pagórki, pola nieścignione okiem,
O jak cudnym myśl błędną karmicie widokiem!