Strona:Wybór poezyj- z dołączeniem kilku pism prozą oraz listów.djvu/340

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Często gmerząc po gajach i dąbrowach ciemnych,
Patrzy łotrzyk z uśmiechem po miejscach tajemnych,
Gdzie tak rok pastuszkowi wydał w gęstéj cieśni
Gładką Nimfę, co jego słuchiwała pieśni.
Czasem i tam zaleci, kędy Dafnie młodéj
Mleczne różanym wstydem zaprawił jagody,
Zdybawszy ją na błoniu, a ona na przedzie
Gołowąsych mołojców cug za sobą wiedzie.
Bywa i to, że wpadszy miedzy gęste krzewie,
Igra sobie, kołysząc świeży liść po drzewie,
A przez lekkie ruchliwych gałązek szemranie,
Budzi Nimfy z Faunami na twe powitanie.
Więc się wszyscy z legowisk ruszają co duchu:
Ten z jaskini, ów czesze z borowego puchu,
Kiwając się z przezsenia; za niemi w też tropy
Bieży leśnych Satyrów ufiec koziostopy.
Ci beczą, tamci gwiżdżą na znajome swachy,
Aż się wrzaskiem zielone rozlegają gmachy.

Tobie czyste Najady siedząc w gęstéj trzcinie,
Kluczem Feba otwarte wylewają skrzynie,
Które zima zawarła; skąd wypadszy tłumem,
Wartkie strugi wiją się miedzy pniami z szumem,
Lecąc do oceanu z kryształowym plonem,
Ukryte pod papużym z liścia pawilonem.
Drugie biorąc z gór pochop, przywieńczonych laskiem,
Na pochyłe doliny upadają z trzaskiem;
A przebiegszy wężykiem przez smugi kwieciste,
Czynią w chłodnych gaikach stoki przezroczyste.
Tam je często Dyana w południe odwiedzi,
Nastrzelawszy lwów żółtych i dzikich niedźwiedzi.
Tam z gładkich towarzyszek dziewiczym konwojem
Myje strudzone członki nieskażonym zdrojem.

Przychodź, o śliczna wiosno, przychodź bez odwłoki,
Otwieraj nam twych darów rozkoszne widoki!
Wiosna była naówczas, przyjaciele mili,
Gdyśmy się po jeziorze domowym wozili,
Gdy się lekuchno chwiejąc łódź na obie strony,
Próła sztabą po wodnych kryształach zagony;
Wkoło niéj srebrne wstając fale naprzemiany,
Skakały, jak wesołe po trawie barany.
Z jednemi grając wietrzyk, prosto w boki ciskał,
I nieraz nas, niecnota, kroplami opryskał.