Strona:Wybór poezyj- z dołączeniem kilku pism prozą oraz listów.djvu/067

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Każdy zwodniczym rąbkiem brzydką postać krasi,
Każdy się miłym wzrokiem pochlebia i łasi,
A nie chcąc oczu zrazić pozorem brzydoty,
Bierze na się obłudnéj zwierzchnią barwę cnoty.

Chciwa żyć przez śmierć bliźnich i krwi bratniéj zgubę,
Ślepa zwycięsców duma z klęsk buduje chlubę;
A żądzą bohatyrstwa w tymże sercu, które
Zażega do walecznych dzieł, gasi naturę.

Cóż za zysk sławy owéj? Już bystry miecz strawił
Tyle dusz i za brudny męt Stygu przeprawił.
Igrają z popiołami wichry niehamowne,
Gdzie wprzód liczne wsi stały i grody budowne.

Niknie przemysł, ustaje złotopłodna praca;
Świat do pierwotnych pustyń zburzony powraca:
Fraszka wszystko, by jedno zbójca uwieńczony
Oddał swe w Kapitolu bałwanom pokłony.

W cudniejszéj nad śmiertelny kształt dobie ukryta,
W okrutniejsze nas pęta chytra miłość chwyta:
Lecz dopiéro ich ciężar czuje człek niewolny,
Gdy już do przełamania nie ma siły zdolnéj.

Próżno się rozum siląc, na wywody sadzi,
Że się w tym sporna wola kocha, co jéj wadzi.
Nie pomoże wyssana z najmędrszych ksiąg sztuka:
Rozum filozof, ale ma wolą nieuka.

Wszystko stracił niecnota i honor i zdrowie
I co mu szczędną dłonią zebrali przodkowie.
Zna, nie czując swéj doli, i tak błędny trzyma,
Że świat większych dostatków nad kęs chleba niéma.

Godny takiéj płód matki, zawiść podejrzliwa,
Dopadszy z rąk Megery dymnego łuczywa,
Wyświeca wszystkie kąty, a wściekłe zapędy
Karmi, z próżnym popłochem, trwożliwemi błędy.

Równie jéj cień znikomy, jak dzień jasny szkodzi;
Ciekawość niespokojna tysiąc myśli rodzi.
Wszędy widzi spólnika; sama przyjacielem,
Sama chce być postrzałem i miłości celem.