Strona:Wspomnienia z mego życia (Siemens, 1904).pdf/111

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

się niemożliwą. Jakoż w oznaczonym terminie dostałem z Kartageny depeszę, że kable szczęśliwie zostały założone i depesze między Oranem i Paryżem zamienione. Niestety! w kilka godzin po pierwszej, otrzymałem drugą depeszę z wiadomością, że kable z niewiadomej przyczyny zerwały się w blizkości wybrzeża hiszpańskiego. Dokładne poszukiwania wykazały, że przyczyną było skaliste dno morskie i znaczna głębokość morza. Dość, że i ta wyprawa się nie udała i również przyniosła nam straty. Na szczęście zostały zamienione urzędowe depesze między Oranem i Paryżem. Nie mogli więc Francuzi żądać, abyśmy jeszcze raz do zakładania kabli powracali.
Wielkie straty poniesione przez nas spowodowały kryzys w naszych stosunkach handlowych. Wspólnik mój, Halske, nie chciał brać udziału w przedsiębiorstwie zakładania kabli podmorskich, połączonem zawsze z niebezpieczeństwem i ciężkiemi stratami. Wogóle bał się, że brat mój, Wilhelm, zanadto, co prawda, przedsiębiorczy i odważny, przyzwyczajony w dodatku do stosunków angielskich, zapląta nas w interesa na wielką skalę, przechodzące nasze środki. W. Meyer, jako kierownik firmy, stanął po stronie Halske’go. Jakikolwiek uznawałem słuszność ich rozumowania, nie mogłem się jednak zdecydować na opuszczenie mego brata w tak krytycznej chwili. Postanowiliśmy zatem, że filia londyńska stanowić będzie zupełnie oddzielne przedsiębiorstwo, należące wyłącznie do mnie i do Wilhelma pod firmą „Siemens brothers!”. Drugi mój brat, Karol, przystąpił też do niej jako wspólnik. Pomiędzy trzema samodzielnemi firmami, berlińską, londyńską i petersburską, zawarte zostały umowy, określające bliżej ich stosunek.
Nadmienię tu, że założone w morzu Czerwonem (1869 r.) kable z armaturą miedzianą i tej samej konstrukcyi, co kable między Kartageną