Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 02.djvu/78

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

70

WOLTER

tkliwych uczuć; jeżeli wyrwało się jej spojrzenie, słowo, gest, myśli, spowijała to wszystko zasłoną wstydu nieskończenie uroczą: była wraz czuła, żywa i pełna cnoty.
Skoro tylko X. biskup odjechał, Prostaczek i panna de Saint-Yves spotkali się, bez świadomości że się szukają. Prostaczek oświadczył jej z miejsca że kocha ją z całego serca, i że piękna Abakaba, za którą szalał w ojczyźnie, nie umyła się do niej. Panienka odparła, ze zwykłą skromnością, że trzeba mu corychlej pomówić o tem z X. przeorem, swoim stryjem oraz z ciotką; ona, ze swej strony, napisze o tem słówko dobremu bratu, X. de Saint-Yves, i ma nadzieję uzyskać powszechne zezwolenie.
Prostaczek odparł, że nie trzeba mu niczyjego zezwolenia; że mu się zdaje bardzo śmiesznem pytać się innych o to co się ma robić; i że, kiedy dwie strony się porozumiały, nic im po pośrednictwie kogoś trzeciego.
„Nie radzę się nikogo, rzekł, kiedy mam ochotę jeść śniadanie, polować albo spać. Wiem dobrze, że, w miłości, niezgorsza to rzecz zgoda osoby którą się kocha; ale, ponieważ nie kocham się ani w stryju, ani w ciotce, nie o nich chodzi w tej całej sprawie. Ty także, wierzaj mi pani, chciej się obejść bez X. de Saint-Yves.
Można się domyśleć, że piękna Bretonka rozwinęła całą subtelność swego umysłu na to aby sprowadzić Hurona ku względom przystojności; pogniewała się nawet, ale rychło dała się ułagodzić. Słowem,