Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 02.djvu/54

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

46

WOLTER

cunek i przyjaźń miały mu zaswatać niebawem: w tkliwej i ożywionej rozmowie kosztowali pierwocin szczęścia; robili plany rozkosznego życia, kiedy wpadł mocno zmięszany pokojowiec margrabiny. „Ładna historya, rzekł: komornicy wynoszą meble jaśnie państwa; wszystko zajęli wierzyciele; przebąkują o areszcie; trzeba mi się zakrzątnąć aby odebrać swoje zasługi. — Cóż ty mi bajesz, rzekł margrabia: zaraz zobaczymy co to ma znaczyć. — Tak, rzekła wdowa; idź skarcić tych hultajów; spiesz żywo“. Biegnie; wpada do domu; ojca już odprowadzono do więzienia; cała służba uciekła, unosząc co kto mógł. Matka, sama, bez pomocy, bez pociechy, tonęła we łzach; nie zostało jej nic, prócz wspomnienia majątku, urody, błędów i szalonych wydatków.
Skoro syn wypłakał się z matką, rzekł wreszcie: „Nie rozpaczajmy; ta młoda wdowa kocha mnie szalenie; jest bardziej jeszcze szlachetna niż bogata, jestem jej pewien: pędzę do niej i przyprowadzę ją tu“. Wraca tedy do ukochanej; zastaje ją sam na sam z bardzo przystojnym oficerkiem. „Jakto to pan, panie de la Jeannotière; co pan tu robi? czy można tak opuszczać swoją matkę? Idź pan do tej zacnej osoby, powiedz że zawsze jestem jej szczerze życzliwa; potrzebuję właśnie pokojówki, zachowam jej pierwszeństwo. — Mój chłopcze, wydajesz mi się wcale gracki, rzekł oficer; jeżeli chcesz wstąpić do mojej kompanii, pomyślę o tobie“.
Margrabia, osłupiały, z wściekłością w sercu, udał się do dawnego guwernera, wylał swe bóle na jego