Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 02.djvu/276

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Pomyślałem, że, gdybym chciał uzyskać biskupstwo w tym kraju, można się założyć dziesięć tysięcy przeciw jednemu żebym go nie dostał, zważywszy że jest nas dziesięć tysięcy księży w Anglii. Zostałem bez żadnego oparcia od śmierci milorda Chesterfielda, który był głuchy. Przypuśćmy, że każdy z dziesięciu tysięcy anglikańskich księży ma po dwóch protektorów: można, w takim razie, trzymać dwadzieścia tysięcy przeciw jednemu, że nie doczekam się biskupstwa. To przykre, kiedy się o tem pomyśli.
„Przypomniałem sobie, że mnie niegdyś namawiano, abym się puścił do Indyj jako majtek, i upewniano mnie, że zrobię tam wielki los ale nie byłem snadź powołany aby kiedyś zostać admirałem. Przepatrzywszy wszystkie zawody, i nie czując się zdolny do niczego, zostałem księdzem.
— Nie bądź pan już księdzem, rzekł Sidrac, i zostań filozofem. To zawód, który nie wymaga ani nie daje bogactw. Ile masz dochodu?
— Tylko trzydzieści gwinei renty; po śmierci zaś starej ciotki, będę miał pięćdziesiąt.

— Ba, mój drogi Gudmanie, to dość aby żyć swobodnie i myśleć. Trzydzieści gwinei, to sześćset trzydzieści szylingów: prawie dwa szylingi dziennie. Filips[1] żądał tylko jednego. Mając ten dochód zapewniony, można powiedzieć wszystko co się myśli o Kompanii Indyjskiej, o parlamencie, o naszych koloniach, o królu, o bycie w ogólności, o człowieku, o Bogu, co jest nielada zabawa. Chodź ze mną na

  1. Philips (1676—1708), poeta angielski, autor żartobliwego poematu p. t. Cenny Szyling.