Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 02.djvu/24

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


liłem napletek i tyłek ceną tysiąca cekinów, i uciekłem co żywo do Persyi, postanawiając nie słuchać już w Turcyi mszy ani łacińskiej ani greckiej, i nie krzyczeć już: Alla! Illa! Alla! na schadzce miłosnej.
Kiedym wjeżdżał do Ispahanu, spytano mnie czy jestem za czarnym czy za białym baranem. Odpowiedziałem, że mi to jest obojętne, byle był kruchy. Trzeba wiedzieć, że Persya dzieliła się jeszcze na stronnictwo białego i czarnego barana. Posądzono mnie, że sobie drwię z obu stronnictw; tak iż wpadłem w szpetną kabałę u samych wrót miasta; znowuż kosztowało mnie sporo cekinów aby się pozbyć obu baranów.
Dotarłem aż do Chin, wraz z tłómaczem, który mnie upewniał że tam się żyje swobodnie i wesoło. Tatarzy opanowali je, spustoszywszy wszystko ogniem i mieczem; wielebni zaś ojcowie jezuici z jednej strony, a wielebni ojcowie dominikanie z drugiej utrzymywali iż pozyskują dusze dla Boga, mimo że nikt nic o tem nie wiedział. Nie widziano jeszcze w świecie tak żarliwych apostołów; prześladowali się bowiem zacięcie nawzajem; pisali do Rzymu tomy oszczerstw; o jedną duszę wymyślali sobie od heretyków i szalbierzy. Toczył się zwłaszcza między nimi straszliwy spór o sposób kłaniania: jezuici chcieli aby chińczycy kłaniali się rodzicom na sposób chiński, dominikanie żądali aby się kłaniać na sposób rzymski. Zdarzyło mi się, że jezuici wzięli mnie za dominikanina. Przedstawili mnie, przed tatarskim monarchą, za papieskiego szpiega. Najwyższa rada zleciła pierwszemu manda-