Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 02.djvu/135

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
127
PROSTACZEK

na jakie zasługuje para kochanków; układano plany wspólnego życia w Paryżu; projekty przyszłej fortuny, dostatków; oddawano się wszystkim nadziejom, które błysk szczęścia rodzi tak łatwo. Ale, w głębi serca, Prostaczek odczuwał coś, co zmąciło te złudzenia. Odczytywał te przyrzeczenia podpisane Saint-Pouange i dekrety podpisane Louvois: malowano mu tych ludzi takimi jak byli, lub jaką mieli opinię. Każdy wyrażał się o ministrach i ich urzędzie z ową bezceremonialną swobodą, uważaną we Francyi za najszacowniejszą ze wszystkich swobód na ziemi.
„Gdybym był królem, mówił Prostaczek, oto jakiego wybrałbym ministra wojny. Musiałby to być człowiek najwyższego urodzenia, skoro wydaje rozkazy szlachcie. Żądałbym aby sam był wojskowym, aby przeszedł wszystkie stopnie, aby był conajmniej generałem i godnym stopnia marszałka Francyi. Czyż nie jest konieczne aby sam służył, dla lepszego zapoznania się ze szczegółami służby? czy oficerowie nie będą sto razy chętniej powolni żołnierzowi, który, narówni z nimi, złożył dowody męstwa, niż mólowi gabinetowemu, który, choćby był największym geniuszem, może najwyżej odgadywać operacye wojenne? Nie miałbym nic przeciw temu, aby był człowiekiem szczodrym, choćby nawet pan podskarbi miał znaleźć się przez to w kłopocie. Chciałbym aby pracował łatwo, a nawet aby posiadał tę swobodę i wesołość, która bywa udziałem ludzi wyższych, jedna tyle sympatyi i czyni wszelki obowiązek mniej uciążliwym“. Prostaczek pragnął, aby minister miał