Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 02.djvu/124

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

116

WOLTER

pchnęła wszystko z płaczem; ale przyjaciółka zajęła się odbiorem.
Skoro posłaniec się oddalił, powiernica przeczytała list, zapraszający obie damy na wieczerzę. Saint-Yves zaklęła się że nie pójdzie. Dewotka chciała jej przymierzyć kolczyki, ale napróżno; panienka opierała się cały dzień. Wreszcie, pamiętając jedynie o swym ukochanym, wyczerpana, znużona, nie wiedząc gdzie ją wiodą, dała się zaprowadzić na nieszczęsną kolacyę. Niepodobna było jej skłonić do włożenia kolczyków; powiernica wzięła je z sobą i włożyła jej nim siadły do stołu. Saint-Yves była tak pomięszana, tak nieprzytomna, że pozwoliła z sobą robić wszystko; z czego wielbiciel wyciągnął nader pomyślne horoskopy. Pod koniec biesiady, powiernica wysunęła się dyskretnie. Wówczas gospodarz pokazał odwołanie dekretu uwięzienia, patent na pokaźną gratyfikacyę wraz z dowództwem kompanii, i nie szczędził dalszych obietnic. „Och, rzekła Saint-Yves, jakżebym panu była wdzięczna, gdybyś nie żądał takiej wdzięczności“.
Wreszcie, po długim oporze, szlochach, krzykach, łzach, osłabiona walką, odurzona, wpół-omdlała, musiała w końcu ulec. Nie pozostało jej nic, jak tylko przyrzec sobie w duchu, że będzie myślała jedynie o Prostaczku, podczas gdy okrutnik sycił się bez litości jej przymusowem położeniem.