Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 02.djvu/118

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

110

WOLTER

go oskarżają? W jaki sposób można się było z nim obejść tak okrutnie bez wysłuchania go?
Wówczas, pod-minister pokazał jej list jezuickiego szpiega, jak również pismo zdrajcy delegata. „Jakto! istnieją tedy na ziemi podobne potwory! i mnie chciano zmusić abym poślubiła synala tej śmiesznej i podłej figury! i to wedle takich opinii rozstrzyga się tu o losie obywateli!“ Padła na kolana, szlochając błagała o wolność dla swego dzielnego oblubieńca. Wzruszenie tem korzystniej uwydatniło jej wdzięki. Była tak piękna, iż Saint-Pouange, zbywając się wszelkiego wstydu, dał jej do zrozumienia iż wszystko może osiągnąć, jeżeli, na początek, odda mu pierwociny tego co przeznacza dla swego kochanka. Przerażona i zmięszana Saint-Yves udawała długo że nie rozumie, trzeba było wytłómaczyć się jaśniej. Po słówkach rzucanych zrazu bardzo oględnie, nastąpiły inne, znacznie wyrazistsze. Ofiarował jej nietylko cofnięcie dekretu, ale nagrody, pieniądze, honory; im więcej przyrzekał, tem bardziej rosło w nim pragnienie zwalczenia oporu. Saint-Yves zanosiła się od płaczu, dławiła się wręcz, upadłszy na sofę: ledwie mogła wierzyć temu co widzi i słyszy. Saint-Pouange znalazł się u jej kolan. Nie był bynajmniej odrażający i łatwo mógłby skusić mniej obronne serce; ale Saint-Yves ubóstwiała kochanka, i uważała że to straszna zbrodnia zdradzić go aby go ratować. Saint-Pouange zdwajał prośby i przyrzeczenia: wreszcie stracił głowę do tego stopnia, iż oświadczył że to jedyny sposób uwolnienia człowieka, będącego przed-