Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 01.djvu/97

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wymieniali myśli, pocieszali się wzajem. Kandyd pieścił swego barana. „Skoro ciebie odnalazłem, powiadał, może mi się uda odnaleźć i Kunegundę“.


XXI. Kandyd i Marcin zbliżają się do wybrzeży Francyi i rozumują.

Wreszcie ukazały się wybrzeża Francji. „Byłeś kiedy we Francyi, Marcinie? rzekł Kandyd. — Owszem, odparł Marcin, zwiedziłem rozmaite okolice tego kraju. Są takie, w których połowa mieszkańców ma bzika; inne znowuż gdzie są za mądrzy; inne, gdzie ludzie na ogół są dość łagodni: inne, gdzie silą się na dowcip; we wszystkich zaś, pierwszem zatrudnieniem jest miłość, drugiem obmowa, a trzeciem gadanie głupstw. — A powiedz mi, Marcinie, czy widziałeś Paryż? — Owszem, widziałem; łączy potrochu wszystkie te rodzaje; chaos, ciżba, w której wszystko co żyje goni za przyjemnością, a nikt jej nie znajduje, przynajmniej o ile mnie się zdało. Bawiłem tam krótko: zaraz po przybyciu, hultaje jarmarczni okradli mnie ze wszystkiego co posiadałem; mnie samego wzięto za złodzieja i przetrzymano tydzień w więzieniu; poczem, zgodziłem się na korektora w drukarni, aby zarobić tyle, bym mógł pieszo wrócić do Holandyi. Poznałem kanalię piszącą, kanalię intrygującą i kanalię w konwulsyach[1]. Powiadają, iż są w tem mieście ludzie nader uprzejmi: pragnę temu wierzyć.

  1. Convulsionnaires: tak nazywano za panowania Ludwika XV grupę jansenistów, którzy wpadali w stan konwulsyi w czasie modłów na grobie dyakona Parysa, zmarłego w r. 1727. Epidemia ta przybrała znaczne rozmiary i dała powód do częstych rozruchów.