Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 01.djvu/91

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


sięć tysięcy! musi być djablo bogaty“. Zaczem, wrócił za chwilę i oznajmił, iż nie może jechać za mniej niż dwadzieścia tysięcy. „Dobrze więc, będziesz je pan, miał, odparł Kandyd.
— Ej, pomyślał kupiec, ten człowiek daje dwadzieścia tysięcy równie łatwo jak dziesięć“. Wrócił jeszcze, i rzekł, że nie może go zawieźć do Wenecyi taniej niż za trzydzieści tysięcy piastrów. „Daję trzydzieści tysięcy, odparł Kandyd.
— Och, och, pomyślał znowuż Holender, trzydzieści tysięcy piastrów nie kosztują nic tego człowieka; bezwątpienia te barany muszą dźwigać ogromne skarby; nie nalegajmy więcej, kaźmy sobie, na razie, zapłacie trzydzieści tysięcy, a potem, zobaczymy“. Kandyd sprzedał dwa małe dyamenty, z których mniejszy wart był więcej niż cena przewozu. Zapłacił z góry. Oba barany załadowano na statek. Kandyd jechał za nimi w szalupie; zbliżał się już do statku; ale patron nie traci czasu, rozwija żagle, podnosi kotwicę, wiatr sprzyja jego zamysłom. Kandyd, osłupiały i zdumiony, traci go niebawem z oczu. „Och, och, wykrzyknął. Oto sztuczka, godna Starego Świata“. Wraca do brzegu, powalony boleścią, postradał bowiem skarby, zdolne zapewnić szczęście dwudziestu monarchów.
Udaje się do holenderskiego sędziego, że zaś był nieco podniecony, puka gwałtownie do drzwi; wchodzi, przedstawia rzecz, krzycząc nieco głośniej niż wypadało. Sędzia skazał go przedewszystkiem na dziesięć tysięcy piastrów grzywny za hałas jakiego