Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 01.djvu/269

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


czas. Znajduję się w punkcie pomiędzy dwiema wiecznościami, a nie mam żadnego pojęcia o wieczności. Stworzony jestem z materyi; myślę, a nigdy nie zdołałem rozeznać tego co wytwarza myśl; nie wiem, czy pojmowanie jest we mnie prostą własnością, jak chodzenie, trawienie, i czy myślę głową tak jak biorę rękami. Nietylko zasada mojej myśli jest mi nie znana, ale zasada moich ruchów również jest dla mnie ukryta; nie wiem dlaczego istnieję. Tymczasem, zasypują mnie codziennie pytaniami co do wszystkich tych punktów; trzeba odpowiadać; nie mam nic rozsądnego do powiedzenia; gadam wiele, i, kiedy skończę mówić, doznaję uczucia pomięszania i wstydu za samego siebie.
„Gorzej jeszcze o wiele, kiedy mnie pytają czy Brama począł się z Wisznu, czy też obaj są wieczni. Bóg mi świadkiem, nie mam o tem najmniejszego pojęcia; widać to z moich odpowiedzi. „Ach, wielebny ojcze, powiadają; poucz nas, czem się dzieje iż zło zalewa całą ziemię“. Jestem w równym kłopocie jak ci którzy pytają mnie o to; tłómaczę im niekiedy, że wszystko dzieje się jak najlepiej: ale, ci, których spotkała ruina lub kalectwo na wojnie, nie chcą w to wierzyć, ani ja też nie. Chowam się do domu, przygnieciony własną ciekawością i niewiedzą. Czytam dawne księgi, ale one zdwajają jeszcze ciemności wkoło mnie. Zwracam się do innych braminów; jedni odpowiadają że trzeba używać życia i drwić sobie z ludzi; inni mniemają, iż wiedzą coś i gubią się w niedorzecznych rojeniach; wszystko to wzmaga