Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 01.djvu/264

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


miono, drugie zaś dwie jeszcze skoro to nastąpiło. Oczywiście, w czasie tej zwłoki, obiecywał sobie pilnie zalecić Iturielowi i ministra i jego butnych odźwiernych. Przedpokój pełen był dam wszelkich szczebli, magów wszelakiej maści, sędziów, kupców, oficerów, bakałarzy; wszyscy skarżyli się na ministra. Skąpiec i lichwiarz mówili: „To pewna, iż ten człowiek łupi prowincye“; chimeryk zarzucał mu kapryśność usposobienia; rozkosznik mówił: „Myśli jeno o swoich przyjemnościach“. Intrygant pocieszał się, iż niebawem, królestwo dostanie młodszego ministra.
Babuk słuchał ich rozmów, i, mimowoli, powiadał sobie w duchu: „Oto, zaiste, szczęśliwy człowiek: wszyscy wrogowie znajdują się w jego przedpokoju; miażdży władzą tych którzy mu zazdroszczą; widzi u swoich stóp tych którzy go nienawidzą“. Dostał. się wreszcie do ministra; ujrzał przygarbionego starca[1], zgiętego pod ciężarem spraw i wieku, ale rzeźkiego jeszcze i pełnego ducha.

Babuk spodobał mu się, on zaś sam wydał się Babukowi nawskróś godnym człowiekiem. Rozmowa zeszła na poufniejsze tory. Minister wyznał, że jest człowiekiem bardzo nieszczęśliwym; uchodzi za bogatego, a jest biedny; przypisują mu wszechpotęgę, każdy zaś jego plan spotyka się z oporem; ci, których zobowiązał, okazują się zawsze niewdzięcznikami, i, w ciągu czterdziestu lat ustawnej pracy, policzyć mógłby jaśniejsze nieco chwile. Babuk rozczulił się, i pomyślał, że, jeżeli ten człowiek popełnił

  1. Kardynał de Fleury, którego Wolter niejednokrotnie obdarza pochwałą.