Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 01.djvu/261

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


które jest ukryte i które wynika niekiedy z samychże nadużyć, uchodzi twemu wzrokowi“. Wówczas, dowiedział się, iż, między pisarzami tego kraju, znalazłoby się paru, którzy nie byli zawistni, i że nawet między magami istnieją ludzie cnotliwi. Pojął wreszcie, iż te wielkie ciała, które, ścierając się, zdawały się gotować wspólną swą zagładę, były to, w gruncie rzeczy, zbawienne instytucye; że każde stowarzyszenie magów było wędzidłem dla swoich rywali; że, jeśli ci współzawodnicy różnili się w pewnych mniemaniach, głosili wszyscy tę samą moralność, pouczali lud i żyli w posłuszeństwie dla praw; podobnie jak owi preceptorowie, którzy czuwają nad pacholęciem, podczas gdy głowa domu czuwa nad nimi samymi. Zbliżył się z wieloma z nich i ujrzał dusze wręcz niebiańskie. Dowiedział się nawet, iż, między szaleńcami chcącymi toczyć wojnę z Wielkim Lamą, zdarzali się bardzo wielcy ludzie. Doszedł wreszcie do wniosku, iż z obyczajami W Persepolis może być snadnie tak jak z budowlami, z których jedne wydały mu się godne politowania, drugie zaś pogrążyły go w zachwycie.

X.

Babuk rzekł do uczonego: „Pojmuję bardzo dobrze, iż ci magowie których uważałem za tak niebezpiecznych, są, w rzeczy, bardzo użyteczni, zwłaszcza gdy roztropny rząd nie pozwala im nabrać zbyt wielkiego wpływu. Ale przyznasz bodaj, iż wasi młodzi dostojnicy, którzy kupują fotel sędziowski z chwilą