Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 01.djvu/121

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


przez próżność, już będzie kilka lat. Powiadają, że to najpiękniejsze w całych Włoszech, ale mnie nie podobają się zgoła: barwy zciemniałe, postacie niedość plastyczne i niedość wydobyte z płótna, draperye niepodobne do żywej materyi: słowem, cobądźby kto mówił, nie widzę tu prawdziwego naśladowania natury. Lubiłbym obraz jeno wówczas, gdyby mi dawał zupełne złudzenie: ale niema takich. Mam wiele obrazów, ale nie patrzę na nie“.
Czekając na obiad, Prokurant zarządził koncert. Muzyka zdała się Kandydowi czarującą. „Ten hałas, rzekł Prokurant, może bawić pół godziny; ale, jeśli trwa dłużej, męczy, mimo że nikt nie ośmiela się tego przyznać. Muzyka jest dziś jedynie sztuką wykonywania rzeczy trudnych, a to co jest tylko trude, nie może się podobać na dłuższą metę.
„Wolałbym może raczej operę, gdyby nie to iż uczyniono z niej monstrum, które mnie wstrętem przejmuje. Niech tam kto inny chodzi oglądać liche tragedye podłożone pod muzykę, gdzie sceny sklecone są jedynie po to, aby sprowadzić bardzo niezdarnie parę śmiesznych aryjek, których znów celem jest uwydatnić sprawność gardzieli śpiewaków; niechaj kto chce, alko kto może, omdlewa z rozkoszy, patrząc jak kapłon jakiś wyciąga rolę Cezara lub Katona, plącząc się niezgrabnie po scenie; co do mnie, oddawna już wyrzekłem się tych lichot które tworzą dziś chlubę Italii, i które monarchowie opłacają tak drogo“. Kandyd spierał się nieco, ale z umiarkowaniem. Marcin dzielił w zupełności zdanie senatora.