Strona:William Yeats-Opowiadania.djvu/182

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


właśnie nieopodal, utkwiwszy w ziemię przemiłe oczęta.
— Costello przyszedł zatańczyć z tobą pląs pożegnalny, ponieważ wie, że odtąd już nigdy nie będziecie widywać się ze sobą.
Panienka podniosła oczki i spojrzała na Costella; w jej wzroku uwydatniała się ufność istoty potulnej i łagodnej, pokładana w człowieku butnym i krewkim, co od początku świata zawsze bywało tragedją kobiety. Costello wprowadził ją pomiędzy taneczników i rychło porwał ich rytm padwana, owego przepysznego korowodu, który wraz z sarabandą, galardą i tańcami mauretańskiemi wyparł u większości chodaczkowej szlachty irlandzkiej żwawsze hołubce staroświeckie, przeplatane wdzięczną grą ruchów i śpiewankami. A gdy tak wodzili rej, ogarnęła ich niewysłowiona tęsknica, zniechęcenie do świata, żrąca a gorzka żałość nad sobą wzajem i niedający się określić gniew względem wspólnych nadziei i obaw, który jest radością kochania. Skoro się tanek ukończył i dudarze odłożyli kobzy, przepijając do siebie rogowemi kubkami, oboje stanęli w pewnem oddaleniu od innych, czekając w zadumie i milczeniu na powtórne rozpoczęcie pląsów, które znów wykrzeszą ogień, mający rozżagwić ich serca. Tak więc, jak noc długa, tańczyli padwana, sa-

163