Strona:William Yeats-Opowiadania.djvu/146

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ołtarz przez chwilę stał cało i nieco na uboczu w białem oświetleniu; zwróciły się nań oczy rajtarów. Przeor, o którym myśleli, że już nie żyje, powstał na równe nogi i oto stał przed ołtarzem, podnosząc krzyż obiema dłońmi wysoko nad głową. Nagle zawołał głosem donośnym:
— Biada zabijającym tych, co mieszkają w światłości Pana, gdyż błąkać się będą w nieukróconych cieniach i pójdą za nieukróconym ogniem!
Krzyknąwszy to, runął martwy twarzą naprzód, a mosiężny krucyfiks stoczył się ze stopni ołtarza. Dym rozszerzył się i stał się niezmiernie gęsty, wypędzając rajtarów na dwór. Przed nimi były płonące domostwa, za nimi zaś błyszczały witraże klasztorne, pełne postaci Świętych i Męczenników, jakby zbudzonych ze świętego snu do życia, pełnego zapału i gniewu. Oczy rajtarów poraził blask tak, iż przez chwilę nie widzieli nic oprócz rozpłomienionych twarzy Świętych i Męczenników. Niebawem jednak ujrzeli człowieka, pyłem okrytego, który biegł ku nim co sił w nogach, wołając:
— Ci zatraceni Irlandczycy wyprawili tu dwu gońców, by podburzyć przeciwko wam całą okolicę majątku dworskiego Hamiltonów i jeżeli ich nie zatrzymacie, będziecie zaskoczeni prze-

127