Strona:William Yeats-Opowiadania.djvu/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ona jak zacznie się ruszać, niby żywa, od skaczących pcheł! Na to już nie mógł opanować gniewu, więc rzucił się ku drzwiom przytuliska, lecz furtjan, snadź przygotowany na takie wrzaski, zaryglował od zewnątrz wrzeciądze. Zatem nieszczęsny więzień wylał kadź i począł walić nią w drzwi, aż nadszedł braciszek, pytając, co mu dolega i czemu obudził go ze snu.
— Co mi dolega?! — wrzasnął Cumhal. — Czy grudy torfu nie są mokre, jak piaski Trzech Róż? czy w derce niema pcheł tylu i tak ruchliwych, jak fale morskie? a czy chleb nie jest tak twardy, jak serce klechy, który zapomniał o Bogu? czy woda w dzbanie nie jest zgorzkniała i cuchnąca, jak jego dusza? no i czy woda do umycia nóg nie jest tej barwy, jaką mieć będzie ów braciszek, gdy będzie gorzał w piekle wiekuistem?
Furtjan sprawdził, czy zamek jest dość wytrzymały, i powrócił do swej celki, bo nazbyt był śpiący, by mógł mieć chęć do pogawędki. Cumhal walił jednak w drzwi bezustanku, to też niebawem powtórnie usłyszał kroki braciszka; wtedy krzyknął na niego:
— O wy, nikczemne i okrutne plemię mnichów, wy prześladowcy gęślarzy i wesołków, nieprzyjaciele życia i radości! O plemię, co nie do-

82