Przejdź do zawartości

Strona:William Shakespeare - Lukrecja.djvu/48

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

Piór już pozbawiać z skrzydeł siwe kruki,
Wysuszać stare, rzeźwić młode buki,
Na starej stali zacierać jej runy,
Odwracać koło wietrznicy Fortuny —

CXXXVII.

„Baczyć, by wnuki miał staruszek łysy,
Dzieci przemieniać w męże, męże w dzieci,
Mordem żyjące mordować tygrysy,
Brać jednorożce i lwy dzikie w sieci
I niech w dół własny chytry zdrajca wleci
To chwała Czasu — głaz kroplami żłobić
I dla rolnika bujny plon sposobić!

CXXXVIII.

„Poco w swej drodze płodzić nieszczęść siła,
Jeśli z niej wrócić nie mogą? Jeżeli
Chociażby jedna minuta wróciła,
Zyskałbyś sobie tysiąc przyjacieli,
Ucząc ich, komu pożyczać najśmielej.
O straszna nocy, wróć mi chwilę jedną,
A od rozbicia zbawię duszę biedną!

CXXXIX.

„Ty, w którym druha wiernego ma wieczność,
Tarkwinjusza na ucieczki drodze
Niech klęsk ostatnia spotka ostateczność,
Przeklęta noc go niech przeklnie i srodze
Wzrok mu porazi! Niech puściwszy wodze
Myślom o swoim przehaniebnym siewie,
Upiorne widmo w każdym widzi krzewie.