Strona:Wiktor Hugo - Katedra Najświętszéj Panny Paryzkiéj.djvu/230

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

je archidyakonowi, którego te szczegóły zdawały się żywo obchodzić. Najczęściéj wystarczało pokazać kozie figielek jaki na bębenku w ten lub ów sposób, ażeby ta powtórzyła wraz pożądaną sztukę. Wdrażała ją do tego wszystkiego cyganka mała, posiadająca tak rzadkie zdolności w tym zakresie, że we dwa np. niespełna miesiące nauczyła kozę układać z ruchomych liter wyraz Phoebus.
Phoebus! — rzekł ksiądz; — dlaczego phoebus?
— Nie wiem — odpowiedział Gringoire. — Być może w jéj mniemaniu wyraz ten posiada. tajemniczą jaką własność magiczną. Często powtarza go półgłosem, gdy sądzi że jest sama.
— Czy jesteś pewny — zapytał Klaudyusz z przenikliwém spojrzeniem — że jest-to tylko wyraz, a nie imię?
— Czyje imię? — odparł poeta.
— Alboż ja wiem? — rzekł ksiądz.
— Oto co mi się zdaje, mistrzu, cyganie ci są trochę Gwebrami i czczą słońce. Ztąd Phoebus.
— To dla mnie nie jest tak jasne, jak tobie, panie Piotrze.
— Zresztą, mało to mię obchodzi. Niech sobie mruczy o swoim Phoebusie co się jéj podoba. Pewném jest w każdym razie to, że Dżali kocha mię prawie tyle co ona.
— Co za Dżali?
— A ta koza.
Archidyakon podparł podbródek dłonią i zamyślił się. Nagle znowu się zwrócił do Gringoire’a.
— Przysięgasz mi, że się jéj nie tknąłeś?
— Kogo? — spytał Gringoire — kozy?
— Nie — téj kobiety.
— Mojéj żony?... Ależ przysięgam.
— I często jesteś z nią sam na sam?
— Co wieczór, godzinkę, drugą.
Ksiądz Klaudyusz ściągnął brwi.
— O! o! Solus cum sola non cogitabuntur orare Pater noster.
— Na moją duszę, mógłbym odmówić Pater, i Ave Maria i Credo in Deum Patrem omnipotentem, a ona nie więcéj-by na mnie zważała, co kura na kościół.
— Przysięgnij mi na łono swéj matki — powtórzył archidyakon gwałtownie — żeś się jednego włosa téj istoty nie dotknął w swém życiu.
— Przysiągłbym również i na głowę swojego ojca, bo dwie te rzeczy są bardzo do siebie zbliżone. Lecz pozwól, ojcze wielebny, że i ja ci z kolei jedno zadam pytanie.
— Mów pan.
— Co cię to tak obchodzi?