Strona:Wiktor Hugo - Katedra Najświętszéj Panny Paryzkiéj.djvu/187

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

mniéj ją obchodzących, utrzymywała, że wdówek tylko tradycya zapamiętać jakoś nie mogła.
Upowszechnionym trybem epoki, przysłowie łacińskie, wypisane na ścianie, wskazywało przechodniowi czytelnemu świątobliwe przeznaczenie celki. Aż do środka XVI wieku dochował się obyczaj tłómaczenia budynku za pomocą krótkiéj sentencyi, wyrytéj po nad bramą. I tak podziśdzień jeszcze czytamy, we Francyi, nad więzienną furtką szlacheckiego dworu Tourville: Sileto et spera; w Irlandyi pod tarczą osłaniającą główną bramę zamku Fortescue: Forte scutum, salus ducum; w Anglii, u naczelnego wejścia do gościnnego gniazda hrabiów Cowperów: Tuum est, Jakoż w czasach owych gmach każdy był myślą.
Ponieważ celka wykuta w wieży Rolandowéj nie miała drzwiczek, nad jéj tedy okienkiem wyryto wielkiemi romańskiemi głoskami dwa te wyrazy:

Tu, ora.

Ztąd poszło, że lud, którego zdrowy rozsądek nie upatruje w różnych przedmiotach subtelności zbyt wiele i którą rad tłómaczy; Ludovico Magno słowami: Brama Św. Dyonizego, nadał temu ciemnemu, posępnemu i wilgotnemu lochowi nazwisko Szczurzéj-Jamy (Trou aux rats)., Tłómaczenie mniéj być może od oryginału wzniosłe, za to bardziéj jest odeń malownicze.

III.Historya pewnego kukurydzowego placka.

W epoce, w któréj rzecz przez nas opowiadana ma miejsce, cela Wieży-Rolandowéj była zajętą. Jeżeli czytelnik chce wiedziéć, przez kogo, niech posłucha rozmowy trzech poczciwych kumoszek, które w chwili, kiedyśmy jego uwagę zatrzymali na Szczurzéj-Jamie, zmierzały właśnie w tę samą stronę, idąc wzdłuż wody od Zamku ku Placowi-Tracenia.
Dwie z tych kobiet były ubrane na sposób porządnych mieszczanek paryzkich. Ich cienkie białe kołnierzyki, spódniczki z pół-wełnianéj tkaniny w czerwone i niebieskie pasy, białe pończochy z kolorowemi wyszyciami, opięte na nodze, czworograniaste trzewiki z płowéj skóry o czarnych podeszwach, a przedewszystkiém ich czepce w kształcie rogu pokrytego niezmierną ilością wstążek i koronek, czepce, jakie noszą jeszcze wieśniaczki w Szampanii i Grenadyerzy gwardyi cesarskiéj, świadczyły, że należą one do téj klassy bogatych kupcowych, która zajmuje pośrednie miejsce między tém, co służba nazywa kobietą, a tém, co zwie panią. Nie miały na sobie ani pierścieni, ani złotych krzyżyków; ale widoczném było, że przyczyną tego braku nie było ubóstwo, lecz po prostu obawa kary. Strój nie-