Strona:Wiktor Hugo - Katedra Najświętszéj Panny Paryzkiéj.djvu/170

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

czasów i narodów ją opuszcza! W XV wieku wycieńczenie jest prawie niedostrzeżoném, prassa zbyt jeszcze słaba, ssie zaledwo z potężnego budownictwa nadmiar życia. Lecz w XVI wieku choroba objawia się w sposób widzialny; budownictwo już nie wyraża dokładnie społeczeństwa; przeistacza się nędznie w sztukę klassyczną, z galskiéj, z europejskiéj, z krajowéj, staje się grecką i rzymską, z prawdziwéj i nowożytnéj, pseudo-starożytną. Ten to upadek mienią Odrodzeniem. Upadek to wszakże wspaniały; stary bowiem geniusz gotycki, słońce owo zachodzące za olbrzymiemi prassami Moguncji, przeplata jeszcze czas jakiś ostatniemi swemi promieńmi całe to bezładne nagromadzenie łacińskich arkad i korynckich kolumnad.
Ten to właśnie zachód słońca bierzemy za jutrzenkę.
Z tém wszystkiém, od chwili kiedy budownictwo staje się sztuką pospolitą, od chwili kiedy przestaje być sztuką zupełną, sztuką najwyższą, sztuką tyranem, traci siłę krępowania sztuk innych. Więc się te wyzwalają, druzgocą jarzmo budowniczego i każda idzie w swoją stronę. Każda z nich zyskuje na tym rozwodzie. Samotność wszystko podnosi. Snycerstwo staje się posążnictwem, ikonoklectwo malarstwem, śpiew kantyczkowy muzyką. Masz tu, rzekłbyś, cesarstwo, które się rozpada po śmierci swego Aleksandra, i którego każda prowincya ogłasza się królestwem.
Ztąd Rafael, Michał-Anioł, Jan Goujon, Palestrina, te blaski olśniewającego wieku XVI.
Jednocześnie ze sztukami, myśl także się wszędzie wyzwala. Już herezyarchowie średnich wieków poczynili szerokie wyłomy w katolicyzmie. Szesnaste stulecie łamie jedność religijną. Przed drukiem reforma byłaby tylko odszczepieństwem, druk uczynił ją rewolucyą. Bez prassy herezya nie ma siły. Przypiszmy to fatalizmowi lub Opatrzności, w każdym razie Gutenberg jest zwiastunem Lutra.
Tymczasem po zupełném zajściu średniowiecznego słońca, gdy g8niusz gotycki na zawsze zgasł na widokręgu sztuki, architektura przyćmiewa się, blednieje, zaciera się coraz bardziéj. Drukowana książka, ten robak toczyciel gmachu, wysysa ją i pożera. Budownictwo wyzuwa się ze swego bogactwa, więdnie, chudnie widocznie. Staje się lichém, ubogiém, błahém. Nie już nie wyraża, wspomnienia nawet sztuki dawnéj dostrzedz w niém nie można. Zostawione samo sobie, opuszczone przez wszystkie inne sztuki, w braku artystów przyzywa robotników. Prosta płyta szklanna zastępuje miejsce różnokolorowego okna. Kamieniarz następuje po rzeźbiarzu. Znika jedność, oryginalność, życie, intelligencya. Architektura podobna do wędrownego czeladnika, szuka i kopiuje cudze tylko wzory. W głowie Michała-Anioła, który od XVI wieku przeczuwał zapewne śmierć budownictwa, zabłysła ostatnia myśl, myśl roczpaczliwa. Tytan ten sztuki