Strona:Wiktor Hugo - Katedra Najświętszéj Panny Paryzkiéj.djvu/162

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

Coictier, który się z ciekawością zbliżył był ku książce, nie mógł się wstrzymać od okrzyku:
— Cóż znowu! — jest-że w tém coś tak bardzo strasznego: Glossa in epistolas D. Pauli. Norimbergae, Antonius Koburger, 1474. Stare rzeczy. Książka to Piotra Lombarda, mistrza Sentencyi. A może dlatego taka nadzwyczajna, że drukowana?
— Rzekłeś — odpowiedział Klaudyusz, który, jak się zdawało, pogrążonym był w głębokie dumy, i stał wyprostowany, trzymając odgięty indeks na foliale wyszłym z pod sławnéj prassy norymbergskiéj. Poczém dodał te słowa tajemnicze:
— O zaprawdę, zaprawdę! drobne rzeczy dają rady wielkim; ząb góry znosi. Szczur nilowy zabija krokodyla, koncerz zabija wieloryba, książka zabije gmach!
Klasztorne „gaście ognie“ wydzwoniły w chwili, gdy doktor Jakób po raz dziesiąty szeptał nieznajomemu swą zwrotkę: To obłąkaniec! Na co towarzysz odrzekł mu tym razem:
— Zdaje się, że tak jest.
Była to godzina, o któréj żadna obca dusza nie mogła już dłużéj bawić w klasztorze. Goście pożegnali więc archidyakona.
— Mistrzu — rzekł sodalis do archidyakona na progu — lubię ludzi uczonych, cenię umysły wielkie, i ciebie w szczególniejszém mam poszanowaniu. Przyjdź jutro do zamku Tournelle i zażądaj widziéć się z opatem Ś-go Marcina z Tours.
Archidyakon wrócił do celki cały zdumiony. Pojął nareszcie kim był ów sodalis Tourangeau, i przyszedł mu na myśl ustęp z kapitularzy Ś-go Marcina Tourskiego: „Abbas beati Martini, scilicet Rex Franciae, est camonicus de consuetudine et habet parvam praebendam, quam habet sanctus Vemantius et debet sedere in sede thesaurart.
Utrzymywano, że od téj to właśnie daty archidyakon częste miewać począł narady z Ludwikiem XI, gdy Jego Królewska Mość przybywała do Paryża, i że wpływ don Klaudyusza cieniem okrywał Olliviera Le-Daim i Jakóba Coictier, który, swoim zwyczajem, silnie za to króla strofował.

II.„To zabije tamto.“

Nasze czytelniczki przebaczą nam, jeżeli się zatrzymamy tutaj na chwilę dla rozpatrzenia, jaką mogła być myśl, która się wymykała z pod tych zagadkowych słów archidyakona: To zabije tamto. Książka gmach zabije.
W naszém rozumieniu rzeczy, myśl ta miała dwie strony. Była to najprzód myśl księdza; przestrach kapłańskiego stanu przed nowym czynnikiem, przed drukiem. Było to przerażenie i olśnienie