Strona:Wiktor Hugo - Katedra Najświętszéj Panny Paryzkiéj.djvu/155

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

czajem utartym, poprzedzały wszelką rozmowę między uczonymi, a które im bynajmniéj nie przeszkadzały nienawidziéć się najserdeczniéj w świecie. Nie jest zresztą. dzisiaj inaczéj: każde usta uczonego wywyższające drugiego uczonego, to czara żółci miodem zaprawnéj.
Grzeczności Klaudyusza Frollo sypane Jakóbowi Coictier odnosiły się szczególnie do licznych korzyści światowych, jakie czcigodny lekarz wyciągnąć umiał, w ciągu swojego tak godnego zazdrości zawodu, z każdéj choroby króla. Operacya ta alchemiczna, jak się okazuje, pewniejsza i skuteczniejsza, niźli poszukiwanie kamienia filozoficznego.
— Doprawdy, mości doktorze Coictier, niezmiernie byłem rad, dowiedziawszy o biskupstwie pańskiego siostrzeńca, mnie wielce miłościwego pana Piotra Verse. Czyliż nie jest biskupem w Amiens?
— Tak jest, mości archidyakonie; wielka to łaska i miłosierdzie Boże.
— A czy wiesz waszmość, przepysznieś mi wyglądał w dzień Bożego Narodzenia na czele swojego bractwa izby obrachunkowéj. Pozdrowić, pozdrowić pana seniora!
— Pod-seniora, tylko pod-seniora, księże Klaudyuszu. Niestety, nie nad to.
— No, a jakże daleko postąpiły roboty około domu przy ulicy Saint-André-des-Arecs? To Luwr prawdziwy. Bardzo lubię rzeźbione owe morelowe drzewko na drzwiach, z tą miłą grą słów: à l’abricotier[1].
— Ha, mistrzu Klaudyuszu, cała ta murarka strasznie drogo mię kosztuje. W miarę jak się dom wznosi, ja w ruinę zapadam.
— Ależ! alboż cię pozbawiono dochodów z ciemnie i dzierżaw Pałacu Sprawiedliwości? alboż nie do ciebie należy komorne z domów, bud, stajen i zagród okopowych? Dojna-to krówka!
— Klucz Poissy nic a nic mi w tym roku nie przyniósł.
— Lecz kopytkowe z Triel, Saint-James, St.-Germain-en-Laye, zawsze przecież stoi wybornie?
— Sześć-dwudziestek liwrów, nawet nie paryzkich.
— Masz urząd radcy królewskiego. To już stałe, zdaje mi się.
— Zapewne, ojcze Klaudyuszu; ale za to przeklęte owe dominium Poligny, o którém tyle plotą, nie przynosi mi nawet rocznie w przecięciu sześćdziesięciu dukatów w złocie.

W grzecznościach, któremi dom Klaudyusz z umysłu okładał Jakóba Coictier, znać było ów ton ostry, zjadliwy i głucho drwiący, pobłyski-

  1. Niby: à l’abri-Coictier, czyli w wymawianiu: à l’abricotier, „Pod strzechą“ Coictiera lub téż „pod morelą“.(Przyp. tłómacza.)