Strona:Wiktor Hugo - Katedra Najświętszéj Panny Paryzkiéj.djvu/108

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

łacu“.... Wydałoby mu się, że miejsce święte stało się miejscem bezczesném, i uciekłby.
A gdy z kolei wejdziemy na katedrę, nie zatrzymując się już przy tysiącznych barbarzyństwach wszelkiego rodzaju, co zrobiono, spytajmy, z czarującéj téj wieżyczki, która się opierała na krzyżowym zbiegu szczytów, a która równie wdzięczna i niemniéj wyniosła jak jej strzelista sąsiadka (zniszczona również) w Kaplicy Swiętéj Pałacu trybunalskiego, wysuwała się w niebiosa wyżéj jeszcze niż wieże frontowe, smukła, ostra, dźwięczna, przeświecająca rzeźbami ażurowemi? Ściął ją architekt dobrego smaku (1787), który mniemał, że ranę tę założy szerokim owym plastrem ołowianym, podobnym do nakrywki rądla[1].
W ten to sposób traktowano uroczą sztukę wieków średnich we wszystkich prawie krajach, we Francyi szczególnie. Na ruinach jéj rozróżnić możemy trojakiego gatunku pokrzywdzenia, z których każde dotknęło ją na właściwą sobie głębokość: pokrzywdzenia czasu najprzód, które powierzchnię jéj poszczerbiły tu i ówdzie, a omroczyły zewsząd; następnie pokrzywdzenia rozruchów politycznych i religijnych, ślepych i rozbestwionych ze swéj natury, które gromadnie się ciskały na nią, drąc bogate szaty jéj rzeźb i ozdób snycerskich, łamiąc jéj różyczkowe wachlarze, rwąc z niéj paciorki arabesków i figurek, wywalając jéj posągi, raz z powodu ich pastorałów, drugi raz z powodu ich bereł; nareszcie, pokrzywdzenia gusłów modnych, wciąż grubiejących i podlejących, które od chwili anarchicznych i wybujałych zboczeń Odrodzenia, następowały po sobie w fatalnym upadku architektury. usta owe więcéj zrobiły złego, niżeli przewroty gwałtowne. Rąbały one żywcem, naruszały podskórne, kościste zarysy sztuki; siekały, krajały, rujnowały, zabijały gmach zarówno w jego formie jak w symbolu, zarówno w jego logice jak w pięknie. Co większa, do przeróbek się brały; roszczenia, których przynajmniéj ani rewolucye, ani czas nie objawiły. Mody owe, w imię dobrego tonu, bezczelnie przymierzały do ran architektury gotyckiéj nędzne swe cacka jednodniowe, swe marmurowe opaski, swe metaliczne gałki i wiechcie: prawdziwe krosty kołek, skorupek, przewiązek, centkowań, sznurków, frendzli; płomyków kamiennych, obłoków śpiżowych, amorków pucołowatych, cherubinków wydętych, które oblicze sztuki gryźć i trawić zaczynają w oratoryum Katarzyny Medicis, i konać jéj każą, we dwa wieki późniéj, śród skrzywień i kurczów bolesnych, w sypialni pani Dubarry.

Takiém tedy prawem, by zebrać w jedno punkta tu wskazane, trzy rodzaje nadwerężeń szpecą dziś architekturę gotycką. Zmarszczki

  1. Owéj nakrywy już dziś nie ma, a wróciła wieżyczka dawna.(Przyp. tłóm.)