Strona:Wiktor Gomulicki - Kolorowe obrazki.djvu/31

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zyka (bęben niepomierną w niej odgrywał rolę). Pomiędzy drzewami ustawiono ławki; lóż i amfiteatru nie było.
Pobliczność tłumnie zebrawszy się, opanowała wszystkie miejsca.
Grano jakąś komedyjkę tłómaczoną. — Publika składała się w większej części z profanów w rzeczach sztuki — stąd wynikło, że sypano oklaski aktorom, którzy prócz dobrych może chęci, innych zalet z pewnością nie posiadali. Po zapadnięciu kortyny wywołania końca nie miały.
Po długim antrakcie, zasłona znów się podniosła.
Szmer zadziwienia przebiegł po ławkach. Scenę zmieniono w jakiś pałac zaczarowany. Różnokolorowe lampki oświecały ją tajemniczem światłem, dekoracja przedstawiała lasek, pełen kwiatów, drzew figowych, pomarańczowych, krzewów lauru i kaktusu — w dali widać było urwiste gór szczyty.....
Widzowie nie ochłonęli jeszcze z wrażenia, gdy nagle, ziemi zaledwie tykając, strojna jak motyl wszystkiemi farbami tęczy, wbiegła czarująca hiszpanka.
Przywitano ją grzmotem oklasków. Cudneż bo to było stworzenie!
Lekka i powiewna jej spódniczka lśniła barwami kwiatów południowych; gorący pons, fiolet, szkarłat i purpura, walczyły na niej całą potęgą swych olśniewających blasków. Aksamitny kaftanik haftowany srebrem i złotem rzucał migotliwe światła dokoła. Przybiegłszy na sam brzeg sceny, zru-