Strona:Wiadomość o Mikołaju z Hussowa.djvu/8

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Uśmierca bazyliszek zabójczem spojrzeniem, —
Lecz on, niedostrzeżony, jakżeż zginąć mógł?
Tę ponoć bojaźliwość mają serca tchórzów!
Szyderstwem też przyjęła śmierć tę dzielna młódź,
O ile mi się wszystko dobrze wryło w pamięć,
To taki zdobił dwuwiersz umarłego grób:
„Cóż rogi-by sprawiły, gdy sam widok żubra
Zabija bohatera!... tutaj leży on“.
Wyznaję, iż z wszystkiego, com widział na oczy,
Tak nic mnie nie porusza, jak obraz, gdy żubr,
Potwornie się rzucając, niszczy w czambuł wszystko,
Nie mogąc chwycić tego, co rozszarpać chciał.
Stanąwszy, wciąga nosem powietrze i czeka,
Azali nie ułowi czego samym tchem.
Szalony, chciałby wszystko zagarnąć, co żyje,
Co było domniemanym sprawcą jego ran.
Cobądź dostawszy w moc swą, nadziewa na rogi
I rzuca w górę członków zgruchotanych miąższ.
Gdy człeka czy rumaka lub też oba ciała
Podrzucił, widać w górze lecący ich kłąb;
Gdy spadną, on je miażdży, podrzuciwszy znowu:
Na wietrze się rozwiewa krwi i mięsa deszcz.
Tu człek i koń tak w jedną zbijają się bryłę,
Że snać z jednego ciała wspólna cieknie krew.
W powietrzu sieje kośćmi, wszelki zwierz, którego
Napotkał: chciał uciekać, lecz spostrzeżon, padł.
Jelenie widzieliśmy, lecące nad ziemią,
Gdy drogę im zabiegłszy, nadział je na róg,
I dziki ponoś miażdży i niedźwiedzie srogie,
Jeżeli wolno mówić, mając świadectw dość,
Za jednym rzutem, z ciała wnętrzności dobywa —
Padają rozproszone: kęs snać goni kęs.
Wysoko tak i w takiej kłębią się mnogości
Te strzępy ciał, że prawdzie trudno wiarę dać,
Złowróżbne ptactwo strawę znajduje w powietrzu,
Po drzewach poszarpane ścierwo zbiera kruk.