Strona:Walerian Kalinka - Jenerał Dezydery Chłapowski.pdf/144

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


men przecinał drogę. Między granicą pruską a rosyjską armią nie pozostawało jak 7 lub 8 mil, i tymto wąskim przesmykiem Chłapowski umyślił przemknąć się na południe aż pod Niemen, potem wzdłuż tej rzeki, przejść Dubissę i Niewiarę i pod Janowem puścić się w Trockie, zkąd już na wszystkie strony wolne otwierało się pole. — Ale, by taki marsz odbyć niepostrzeżenie, trzeba żeby hufiec mógł posuwać się szybko i nie miał z sobą żadnych ciężarów. Zatrzymawszy się tedy w dogodnem miejscu, Chłapowski bacznem i surowem okiem przejrzał swa kolumnę. „Cokolwiek (mówi opis spółczesny) przybłąkało się tutaj mimo jego wiedzy, cokolwiek mogło mięszać porządek lub zawadzać w szybkich pochodach, musiało zniknąć natychmiast. Siekiera i ogień nie przepuszczały żadnemu furgonowi, żadnej powózce; ani luźny ani chory nie mógł tu znaleść miejsca. Zbrojny hufiec powinien stać się lotnym, bo miał życie dla Ojczyzny, honor unosić dla siebie; wszystkie inne względy ustąpiły na bok[1].“ Niektórzy z oficerów piechoty patrzali z bólem na płonące ich bagaże, i te ich żale odezwały się później; ale jego dawni żołnierze nabierali otuchy, widząc, że wszystko do dawnych karbów powraca. Nieprzyjaciele Chłapowskiego zaręczają, że od Kurszan o niczem innem on nie myślał, tylko o wejściu do Prus. Gdyby tak było, pocóżby był palił te bagaże z wielkiem niezadowoleniem wielu oficerów; wszak mógł je wygodnie, przez nikogo niezaatakowany, wraz z wojskiem wprowadzić do Prus. — O milę na wschód od Łuknik, Chłapowski zboczył w pole, aby go z miasteczka nie dojrzano; tam kazał spocząć i wysłał dwóch emisaryuszów do Rosień, by się dowiedzieć o poruszeniach nieprzyjaciela. W nocy puszczono się dalej i uszedłszy pięć mil, zatrzymano się nad ranem, 11 lipca, między Wormiami a Krożami. Chłapowski z kilkoma oficerami jedzie do sąsiedniej wioski, ztamtąd wysyła żywność dla wojska, a sam z dwoma oficerami, Marcinkowskim i Szmitkowskim, puszcza się dalej, aby rozpoznać dalszą drogę między Rosieniami a Kownem. Wtem

  1. Wrotnowski, Pamiętniki.